|
|
|||||||
![]() |
|
|
|
![]() |
|||
|
|
|
|
|
|
|||
![]() |
![]() |
||||||
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Stałam pod prysznicem. Woda delikatnie muskała moje nagie, rozgrzane już jej temperaturą ciało.
Bodźce, wywołane przes strumień cieczy wypływającej ze szlaufa, działały pobudzająco, a za razem kojąco na receptory osadzone wewnątrz mojej skóry.
Zaczęłam przypominać sobie Jego budowę.
Mięśnie, delikatnie zarysowujące się pod delikatną skórą. Duże, męskie dłonie, wyposażone w zdolne do wszystkiego palce z krótko przyciętymi paznokciami.
Przypominałam sobie, jak oplatałam się jego silnymi ramionami, krzyżując obie dłonie na prostej, napiętej linii własnego kręgosłupa. Budziło to we mnie poczucie bezpieczeństwa, chęć stworzenia prawdziwej, rozwewalnej jedynie przez piekło więzi.
Do mojej głowy powrócił obraz jego klatki piersiowej. Rysowały się na niej żebra, wszystkie idealnie zgrane ze sobą bardziej, niż para owładniętych gorącym romansem kochanków, wirujacych na parkiecie przy blasku własnej miłości.
Gdzieś pod spodem, znajdowały się płuca. Nieskazitelnie czyste, nie zbrukane nieczystościami dymu papierosowego. Było tam również serce. Zapewne wystukiwało starannie swoją stałą, harmonijną melodię, której On nadawał szybszego tępa, męcząc się wieczorami na przydomowej siłowni.
Pamiętam, jak bawiłam się jego włosami, delikatnie muskając je palcami, zaczynając od delikatnych wokól sutków, powoli schodząc coraz niżej. Pamiętałam jego usta, pełne i czerwone niczym dojrzały mak. Górna warga nieco odstawała od dolnej, tworząc małe wgłębienie pomiędzy jedną, a drugą. Ogromną, prawie dziecięcą radość, sprawiało mi
przygryzanie ich, aby odsłonić i dotknąć językiem jego lśniącobiałych zebów, zawsze zaciśniętych w pewnym delikatnym geście niedostępności.
Jego nogi były istnym cudem natury. Ich atletycznej budowy mógł mu zazdrościć niejeden piłkarz, który ciężko pracował nad swoimi, a On otrzymał je w darze od Boga.
Jego głowa... ach, tak. Uwydatnione kości policzkowe, zarośnięte miękką szczeciną. Delikatny, prawie chłopięcy nos. Kasztanowe, gęste włosy. Wczepiałam się w nie, oplatając jego smukłe ciało nogami, trzymałam się ich kurczowo, jak gdyby miało mnie to ochronić przed upadkiem w przepaść bez dna.
Jego oczy...
Na ich wspomnienie zakręciłam wodę, bo dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że zaczęła mnie parzyć. Z zamkniętymi oczami wymacałam zwisający na łazienkowym haku ręcznik i przetarłam nim zmęczone oczy. Drugim, który spoczywał na szafce, okryłam własną nagość, aby nie oglądać jej w lustrze, do którego zbliżyłam się powolnym, pewnym krokiem.
- Dlaczego zacząłeś podniecać mnie dopiero po śmieci?
W odbiciu ujrzałam jego oczy. Szeroko otwarte i zimne. Martwe.
Oczy nostalgicznie spoglądające na to, co robiłam z resztą jego ciała podczas, gdy duch, który zapomniał przykryć powiekami wciąż spoglądające na świat żywych spojówki, tańczył gdzieś z innymi poległymi.
"Dlaczego zacząłeś podniecać mnie dopiero po śmieci?" - powtórzyłam w myślach.
Dlaczegóż to się smucisz, koteczku?
Czyżby dręczyły cię wyrzuty sumienia?
Jeszcze ich nie masz. Ale wszystko powoli do tego zmierza.
Bycie kowalem własnego losu czasem doskwiera i boli. Gdyby ktoś rządził moim losem, w pewnych momentach byłoby mi o wiele łatwiej dojść do jakiegoś celu. Na przykład, kiedy mam zamiar powiedzieć "nie chcę już z Tobą rozmawiać", słowa więzną w gardle i kurczowo się go trzymają, nie chcąc wyjść.
Chyba człowiek rodzi się po to, aby kłamać.
Ludzie dają mi bardzo wiele powodów, aby odesłać pamięć o nich w najciemniejszą część mózgu. Sama najchętniej bym się tam znalazła...
Dyskryminacja żółtych ogórków.
Życie mnie nudzi...
Spodziewałam się wielkiego energetycznego KOPA. Naturalnego dopalacza, który zacznie wpływać do mojej krwii niczym pompowany przez wielką dmuchawę, dostarczać siłę życiową do wszystkich komórek mojego organizmu. Jednak tak się nie stało.
Od kiedy pamiętam zawsze chciałam mieć swoją zabawkę. Małego, brzydkiego pupilka, jakie mają czarownice z bajek. Karzełka o jarzących się, czerwonych, bystrych oczkach, pokrytego łuską albo chropowatą, cienką skórką. Podążałby za mną w ciemność, śledząc mnie krok w krok, zabijał przeciwników przytulając się do nich. Wbijałby w nich swoje ostre niczym igły ząbki, po czym machając ogonkiem wracałby po nagrodę.
Fantastyka lasuje mózg, o tak. Naprawdę potrafi zrobić z człowieka ofiarę swojej bajkowej treści.
My punishment is so heavy.
Obóz, Góry, Łomnica. Fascynujące wakacje, pełne niezapomnianych wrażeń, uwiecznionych na fotografiach. Nocne rozmowy, uśmiech na Jej twarzy, Fanta Tropic, kochające moją rękę motyle, książki, kuleczki z rumem, uciekające pociągi i wreszcie jazda pierwszą klasą koło "toalet". Rozstanie, powstrzymywanie łez.
"Jestem twarda. Nie będę płakać" - mówiłam sobie. Powtarzałam to całą drogę do domu.
Następne emocje przeżyłam na wystawie psów rasowych. Ja i Młody Prezenter, ehe.
Czułam się jak pośmiewisko ludzi, którzy stali wokół mnie. Przyglądali się. Byłam lalką dla tłumu.
Jak ja tego nienawidzę.
Mimo wszystko podobało mi się.
Zawsze chciałam pokazać psa na ringu, nie dostrzegałam tłumu, który śledził mnie wzrokiem, kiedy tam stałam. Liczył się tylko pies i Pani, która łaziła po tym ringu jak debil po pustyni. Przypomniałam sobie o nich dopiero, jak zeszłam z ringu, a oni nadal skupiali na mnie wzrok.
Z N I S Z C Z Y Ć.
Wkrótce urodziny.
AGHR.
No, please, no?
Zdjęcie?
(klik)
Co należałoby zmienić w moim życiu?
Chyba często mieszam się we własnych marzeniach. Jedne zaprzeczają drugim.
Tym razem się nie udało, bynajmniej w jednym punkcie.
Ten jeden okazał się jednym wielkim nic nie wartym zerem, które chciało być człowiekiem. Położyło swoje małe, śliskie, podłe macki na moim umyśle i ssało z niego naiwność.
Zawiodłam się na Tobie.
Wiesz?
Pierwszy raz nie byłeś w stanie powiedzieć mi 'nie'.
Za drugim razem się odważyłeś.
Co osiągnąłeś? Moją nienawiść. Czystą, wylewającą się ze mnie słowami i wzrokiem niczym lawa z przeciążonego wulkanu.
P R Z Y J A Ź Ń
To słowo potrafi być takie puste.
Z innej strony..
Spełniłam jedno z marzeń. Stracenie innego było tego warte.
Znów wyjeżdzam. Przepraszam, że tak rzadko piszę, jednak... tracę siły.
.
Pojechałam spełniac marzenia.
Marzenia ze stażem - bo pięcioletnie.
1 lipca - 16 lipca
SUCHA BESKIDZKA
Z Tiną.
i z Sebastianem.
booosko.
Nie mogłam się oprzeć.
Musiałam dodać notkę w tej dacie.
Till the shadows're hiding in the darkness.
Też Was kocham.
Ale dajcie mi spokój.
Szydzicie z przeznaczenia.
Śmierć Wam wszystkim pisana.
Agonia
Destrukcja
Love in chocolate.
Kocham Cię A.
Jasne, Ty też byś chciał.
Chciałbyś być kochany?
Śmierć Cię kocha
POKAŻ, POKAŻ IM, ŻE KOCHASZ ICH BARDZIEJ ODE MNIE!
Znowu jestem rozbita. Wróciły złe wspomnienia, rzeczywistość znów gryzie się z sensem mojej egzystencji.
Jestem tu, żeby toczyć dalej swój głupi, bezsensowny żywot. Brawo! Jeszcze kilka razy po kilka dni będę się tak czuła i przestanę nosić ten ciężar na barkach.
Bo mam dość.
Bo nie mam ochoty dalej patrzeć na to wszystko.
Bo sztuczny uśmiech na twarzy zostanie mi na zawsze.
Bo w samotności nie ma sensu instnieć.
Bo dla gości nie ma miłości.
Bo goście to diabły.
Chciałoby się krzyczeć. Poraz kolejny przywitać dzień nienawiścią do całokształtu ludzkiej egzystencji. Spoglądam w lustro i widzę resztki tej samej postaci, jaką widziałam wczoraj w tym samym stanie.
Źle na mnie wpłynęło rozstanie z Michałem? Raczej nie. Nam obydwojgu chyba wyjdzie to na dobre. Miłość na ZBYT dużą odległość nie ma sensu. Liczy się bliskość, błysk radości w oku i uśmiech na twarzy, nawet czasem sztuczny.
"Kocham to życie mimo zła i mimo smutku".
Nie dałam się podporządkować pod inny żyjący organizm, ktoś pomógł mi wzbudzić bunt, ponieważ nie miałam już siły działać samodzielnie. Powoli wszystko wraca do pierwotnej wersji - cisza, spokój i regeneracja twórcza. Chęć do życia i szacunek do własnej osoby. Może znów zacznę być człowiekiem?
Nie pomaga mi już ignorowane bodźców zewnętrznych, znów widzę to, czego widzieć nie powinnam i przemierzam świat samotnie kształtując swoją osobowość, jak na młodego człowieka przystało. Poczuwam się do odpowiedzialności za własne czyny, jednak czasem potrzeba mi cudzej motywacji do zrobienia czegoś naprawdę wartego uwagi. Zaczynam być zależna od ludzi - znów źle. Poprawiam się w myślach, podnoszę z klęczek i idę dalej krętą drogą dla debili.
Góry. Wymyśle wypiętrzenia skalne tworzące się przez setki tysięcy lat.
Zanim zaczęliśmy być oszukiwani i omamiani przez religię. Zanim wmówiliśmy sobie, że jesteśmy najinteligentniejszymi stworzeniami na tej ziemi.
Przywiało mnie aż w to miejsce. Szklarska Poręba zasypana ponad metrową warstwą śniegu. Ludzie martwiący się o to, czy zarobią tym, co stworzyli w swoich domach i jakie będą straty przez jego ogromny ciężar i roztopy. Beztroskie wręcz życie. Bez stresu i nerwów, bynajmniej w większym stopniu. Mogłoby mi się tutaj spodobać.
Ferie minęły bardzo szybko, z resztą - jak wszystko, co dobre. Chwilowe załamania odeszły narazie w niepamięć. Nie boję się spoglądać przed siebie.
Szanowna pani K. ucząca biologii w naszej szkole udupiła mnie tróją na półrocze. Powinnam być jej za to wdzięczna, przecież jak to mnie zmobilizuje do dalszej pracy.
Gówno prawda.
Zdarza mi się myśleć o przeszłości. Gryzie mnie fakt, że byłam aż tak głupia i dałam się omamić.
Życie uczy, więcej takiego samego błędu nie popełnię.
Nie dam sobą pomiatać.
Jestem silna.
Jestem silna, bo
tworzę iluzję...
Zawidołam się na Tobie.
Dasz radę powiedzieć mi 'nie' ?
Jesteś słaby.
Nic niewarty.
Skreślony.
Jesteś przeszłością.
Cóż rzec mogę...
Świat obraca me życie w trwogę.
Tak, akcent. Ale to jeszcze nie ten ostatni wiersz.
Stanąć nad przepaścią, skoczyć i pokazać skrzydła. Czarne, lśniące w blasku Księżyca. Polecieć w głąb swej duszy i unicestwić przeszkody.
Tak prosto to sobie wyobrazić. Gorzej z czynem, ale tak było, jest i będzie. Aż do śmierci w zarzyganym padole. Raczcie się pozycją sytuacji. Tak jak mogę, więc to robię.
Dziś obudziłam się uśmiechnięta. Śmiałam się sama z siebie. Nie pamiętać, jak pozbyłam się ubrania, to naprawdę poniżające, choć nie tak bardzo, jak przebudzenie się bez niego w cudzym łóżku. Na szczęście to było moje, własne, osobiste miejsce snu, a dowodem na to okazały się dla mojego zaspanego umysłu - hardkorowe kabelki od discmana i ładowarki do telefonu.
Czytałam długo, myśląc tak naprawdę o przeszłości. O tym, co mogło być, ale się nie stało przez moje błędy i chęci zmiany codzienności w nowe, 'ekstremalne' przeżycia. Krzywdziłam innych, dla własnej radości, ze świadomością i przytomnością umysłu. Brzmi to mniej więcej socjopatycznie, ale to tylko odwzorowanie tego, co inni kiedyś robili mi. Zemsta jest słodka, jeśli jest prawdziwa, pełna goryczy, sprytu, chciwości, rozkoszy, z nutką dekadencji... Ot co :>
Jestem pełnoprawną czternastolatką z odzysku. Od 8 października tego roku. Dzieciństwo ucieka szybko, szybciej, często już nim nie jest, a później znowu zaczyna być, i tak ciągle.
Fascynacja. O taak. Napewno tak było.
-Żyjmy dłużej, żyjmy lepiej- powiedział ślimak, wbijając brudną już od krwii igłę w swoją żyłę.
Taak, zaślepienie. Idiotyzm. Problemy, albo ich brak. Nuda. Chęć przygody. Pożałowania godne. Ja? Ja nie. Nigdy. Przenigdy. I na zawsze.
Zawsze chciałam się w to pobawić, a więc:
Złap najbliższą książkę. Otwórz ją na 123 stronie. Znajdź piąte zdanie.
W moim podręczniku przetrwania stanowczo brakowało rozdziału: "Rośliny zielone Wybrzeża Żagli, mogące bezpiecznie zastąpić papier toaletowy".
"Pan Lodowego Ogrodu" - Jarosław Grzędowicz" Tom I
Piję duże ilości kawy i soku malinowego. To mnie wcale nie martwi, bo lepsze to niż wino za 4,50 z najbliższego monopolowego na Złotym Rogu, a pocieszający jest fakt, że mnie do tego nie ciągnie.
Czyżby czas szaleństwa minął?
Nie. Poprostu znów jestem sama po szkole. Przychodzę do domu, rzucam plecak pod nogi, zaglądam do kuchni w celu wypicia kawy, przyciskam przycisk "Power On" na dysku, kiedy woda się gotuje. I tak w codziennie, chyba, że idę na korepetycje. Poniedziałek, środa, czwartek. Angielski, Matematyka, Angielski. Wieczorem, oczywiście tylko wtedy, kiedy jest to niezbędne, zaczynam się uczyć.
Jestem chora. Na głowę już od dawna, lecz teraz cierpią moje płuca. Przywiozłam chorobę z 'upojnego' wesela w Łomnicy. Chodzę i kaszlę. Nie biorę leków i, rzecz jasna, nie mam zamiaru. Cholinex ukoi gdy gardło boli - gówno prawda.
Muszę iść do okulisty. Ja chcę okulary, do cholery, a widzę idealnie, doskonale, daleko, żywo i realnie. Może znajdzie się dla mnie jakaś mała wada?
Wypadałoby przestać pić kawę. Piję tylko w domu, publicznie mi nie wolno (zabawne, nieprawdaż?). No i z Dodo, która ma zapalenie oskrzeli, szczególnie z jednego kubka, siedząc pod kołdrą w jej pokoju i plotkować o wszystkim i o niczym. Nie ma jej teraz obok mnie- pojechała na studia do Szczecina. Czekam na jej powrót, martwiąc się o Magdę i o niewysłany list do niej, który leży w jednej z moich dawno-temu-przeczytanych książek.
Wyimaginowana bariera umysłowa, która odbiera resztki godności. Czyni ze mnie śmiecia, ale odzwierciedla szacunek innych do mojej osoby.
Kreuje, a następnie niszczy.
Niczym traktat z Diabłem ujawnia się po czasie. Wtedy, kiedy pora jest najmniej odpowiednia.
Otworzyć oczy. Widzieć tęczę i jej piękno, a nie kałużę zawierającą wyżutą gumę i moją postać w krzywym zwierciadle.
Marzyć, doceniać, radować się, kochać, uwielbiać, raczyć się- wyrazy, które w przyszłości dodam do słownika. Tymczasem siedzą w poczekalni dla niepalących racząc się dymem papierosowym z drugiego korytarza.
Ja: Fajnie było beze mnie? ;(
G.:Super :)
Ja:: Dobrze się bawiłyście beze mnie? :|
G.: Było zaj.. :) muszę Ci wszystko opowiedzieć.
Narastające we mnie przygnębienie dobiło mnie gumowym młotkiem do nowego drewnianego parkietu na mojej podłodze. Za to Was kocham, 'przyjaciele'.
Ja: Nie chcę..
Powoli zaczynam miewać obawy co do stanu mojego umysłu. Czasami czuję impuls, który mówi mi, że mogę to zrobić, że potrafię i chcę, muszę tylko zebrać się w sobie. A jednak..
W związku z brakiem weny, pomysłów twórczych o zaniku chęci do dokuczania osobnikom tylko na kształt ludzkim postanawiam zawiesić bloga.
Ludzka siła persfazji czasami jest zbyt silna i ugięłam się pod ciężarem próśb o nową notkę, lecz proszę tego zaprzestać, bo wkońcu ktoś na tym ucierpi.
Nasypano mi popiół we włosy, po czym musiałam je umyć, bo sama świadomość zapachu kościoła na choćby najmniejszym kawałku mojego ciała powodowała odruch wymiotny.
Po słowach "podajcie sobie znak pokoju" (lub coś w tym rodzaju?) unikałam ściskania rąk chłopcom, ponieważ im się tam nudziło, siedzieli razem, a ksiądz to nawet mi się momentem wydał "sympatyczny". Z jego słów wywnioskowałam:
a) albo uczył się z moją siostrą zakonną w jednej szkole, lub miał z nią "bliższe" kontakty, iż zdołał zapożyczyć od niej słowa z takiego słownika..
b).. lub wychował się na wsi.
Napomknął kilkakrotnie o świniach i gnojówce, raz nawet o jej jedzeniu (chodzi oczywiście dalej o gnojówkę, a nie o świnki, któżby chciał jeść tak śliczne stworzenia? Pewnie jakiś sadysta. Gnojówka brzmi tak.. wegetariańsko). Reasumując, spędziłam tam w przybliżeniu 6 godzin przez te 3 dni i nie były to chwile nawrócenia mej, cytuję: "brudnej, śmierdzącej, jakby niemytej" duszy.
Pogodziłam się z niektórymi faktami, o innych staram się zapomnieć, wyciągam pomocną dłoń do cierpiących. Czasami czuję ich ból, ale nie tak jak oni, o nie, wolałabym nie. Człowiek myśli, że miło jest poznawać czyjeś sekrety, co nie jest prawdą, dopóki nie sprawdzisz tego na własnej skórze, bo przecież wkoncu o to właśnie chodzi, a jednak ciekawość jest cechą tylko i wyłącznie ludzką, czasami wręcz wadą i natrętną sąsiadką zaglądającą ci w okno kiedy bierzesz prysznic, robisz makijaż, wynosisz śmieci, jesz śniadanie, a sąsiadka mówi ci, że ona też ma taki majonez w lodówce. Dlatego powiem Wam, Tobie, drogi czytelniku i innemu elementowi aspołecznemu, który odwiedza ten pamiętnik- boję się. Cholernie się boję.
Głupota nigdy nie zniknie, bo -jak głosi jakieś stare piśmidło sprzed wielu, wielu lat (to sie chyba biblia nazywa, nie?)- "religia wymiera razem z wyznawcami".
Jeżeli nie lubimy się śmiać-jesteśmy dziwni.
Jeżeli nie bawią nas głupie zachowania- nie mamy poczucia humoru.
Jeżeli nie lubimy hałasu- żyjemy we własnym świecie.
Jeżeli nosimy pierścionek z kilkoma znaczkami- jesteśmy wysłańcami Szatana. I jak tu nie wierzyć w Pana?
W tym roku ksiądz również pocałował klamkę i nie zobaczył koperty z jednym z Polskich króli w środku.
*Knock knock*
-Przyjmujecie księdza?
-Yyyy.. mamy nie ma w domu.
Czas leci. Nieubłagalnie zbliża się do 14 lutego, czas dwutygodniowej wolności od szkoły i spotkanie z Kreską. Tylko jedyną rzeczą, która tworzy mój pochmurny wyraz twarzy są stosy kartkówek, prac klasowych i brzydkich ocen wystawianych na czerwono w imitacyjno-skórzanym dzienniku. Paranoja.
Zagramy w skojarzenia?
Basen- ciepła woda, jacuzzi, solanka, sauna i znów basen. Pełen relaks.
Dom- internet, Kreska, wrogowie.
Szkoła- dziennik, czerwono, 3, wrogowie, fałszywi ludzie, sztuczne uśmiechy, fisi misi na patysi.
Ad. - kiedy napiszę tu pierwszy wierszyk, będzie to ostatnia notka w historii tego bloga. I mojej historii. Mojej..
Już późno. I ciemno oczywiście.
Brak jakiegokolwiek strachu byłby nie na miejscu, więc może o tym, czego się boję..
Strach ogarnia mnie wtedy, kiedy wracam z piwnicy, zamykam na chwilę oczy i widzę.. no właśnie, co? Nic. Nic, oprócz literek które mówią mi "Nie obracaj się za siebie- może właśnie coś Cię dogania".
Boję się siebie, właśnie teraz, bo jest 1:25 a ja chcem iść zmywać naczynia..lol
Od dawna nie śnił mi się żaden koszmar. Co może oznaczać że moje życie jest koszmarem, bo przeważnie jego elementy przelatują mi przed oczami kiedy śpię :P
Jestem sama w domu, rodzice poszli balować, nie wiem o której wrócą. Pewnie chcą sprawdzić, czy ich zaufanie do mnie może powoli zacząć wracać do normy, więc ja jestem (w tej kwestii) zupełnie normalna i nie będę kimała we własnych rzygach. Chociaż tak naprawdę jeszcze mi się to nie zdarzyło, nie brzmi to tak samo fascynująco jak MASłO!
Za to mojemu komputerowi grozi obrzyganie, bo mam linuxa i wszyyystkie blogi czy strony w html mi się rozjeżdzają HGW gdzie.. z tekstem w chowanego to ja się bawić nie mam zamiaru.
Najbardziej boje się.. że słońce kiedyś nie wstanie.. bo je ku**a zastrzelę.
Nic się nie dzieje, bo powinno się dziać. Zawsze jest coś na przekór mojej woli. Czas najwyższy zmienić coś w moim życiu za pomocą wkładu do długopisu. W jaki sposób? Bardzo prosty vel. zamazać się długimi, czarnymi pociągnięciami długopisu i skreślić swoją rolę ze scenopisu życia, a to już trochę trudniejsze, bo bilety do Piekła się skończyły i nowe przylecą prosto z Hadesu dopiero w 2026 roku. Pożyjemy, poczekamy, zobaczymy, pożyczymy, obejrzymy, przełożymy na 2060r. :D
Demoralizacja moralności zwana potocznie JA bawi się ludźmi jak modeliną, booo.. nie jak plasteliną?
Zmienienie IMICZ'u jest proste, wystarczy się przemóc. Grzeczność jest męcząca w chwili, kiedy ktoś ma jazdy bez Ciebie :P
Notka krótka, skromna, łatwa, bez podtekstów, z nutką dekadencji, wodo i ognioodporna :>
Pisze tylko o odczuciach i o mnie, więc może jakaś sytuacja.
Ja: O żesz w dupe.
Coś/ktoś: Co?
Ja: Krzywe jądro..
Coś/ktoś:Czyje?
Ja:Ty to tylko o seksistowskich tegesach. Krzywe jądro wodoru.
Coś/ktoś: A jak on ma na imię?
Ja:...
ktoś: Co się stało?
ja: To, co dzieje się od tylu lat, tylko od niedawna mi się znudziło.
ktoś: Ta, a po Polsku?
ja: znowu sie obudziłam. Musze patrzeć na TO wszystko. TO wszystko zdaje się być niczym, no, nie licząc pewnych wyjątków.
ktoś: Ja jestem wyjątkiem? ;)
ja: Nie- balonowa guma do żucia :]
Zaczęła się szkoła.
Szukam nowych, niepotrzebnych wrogów.
Oni mnie znajdują.
Szczęście się gubi.
Śmierć to zbyt mało.
A dla niektórych zbyt wiele.
Nogi z waty to nie nowość.
Zauroczenie zresztą też nie.
Znowu się zaczyna.
"Jak masz ten zły dzień brat to lepiej być pijanym"
Tyle się dzieje wokół mnie, ale ja tego nie dostrzegam. Widzę tylko ludzi, którzy próbują mi uświadomić, że jestem psychiczna i nigdy się nie zmienie, a nawet jeśli tego nie mówią, to pokazują. Wzrokiem. Miną. A następnie tonem jakim się do mnie zwracają. Mam specyficzne poczucie humoru, nie lubie zawierać nowych znajomości ani też pogłębiać starych. Po co? Oni i tak nigdy się nie przydadzą. Albo szpan, że cie znają albo sam fakt ze przy tobie MOŻE coś osiągną, ew. poznają kogoś nowego, ale kiedy to okazuje sie niemożliwe odsuwają się coraz bardziej i bardziej. Nie będę tutaj rzucała przykładami, bo narobie sobie więcej wrogów niż mam teraz.
Dziwne wywody na temat psychiki jednego z kilkunastu tysięcy mieszkańców Gryfic? A jednak to czytasz. TY. Zastanów się, dlaczego. Co chcesz osiągnąć? Komenatrz u siebie na blogu czy pseudoszczere myśli? To się zaczyna robić monotonne. Wiem. Nic na to nie poradzę. Chce ktoś może tego bloga? Oddam w dobre ręce za jedyne 60 euro.
Nienawidze mikrofonów i dużej publiczności- trema zżera mnie jak mysz świeży serek, a jednak przeczytałam to i jeszcze chodziłam sobie tu i tam, żeby pokazać jakiś obrazek. Śmiałam się razem z dziewczynami i jadłam zupe z najprawdopodobniej wodorostów , bo była cholernie słona, choć nie ukrywam, że mi smakowała. Kaszy nie jadłam, bałam się jej składników ;] Arszeniku mogli tam dosypać, albo proszku który ułatwia resocjalizacje, a ja lubie swój charakter.
-Na kogo czekasz? - ja milczałam.
- Na kogo czekasz to ci pomogę. - ciągle cisza.
- Na mnie? Moge iść z tobą. - Szłam przed siebie i się nie odwracałam. Później był śmiech, a następnie już nie było mnie w budynku. Z jakąś dziewczyną poszłam do sklepu nieopodal. Rozmawiałyśmy ogólnie o całym wydarzeniu- grupach, ludziach, prezentacjach. Dopiero przed celem wędrówki przedstawiłyśmy się sobie imionami. Wyjechało dwóch facetów na motorze. jeden zszedł, a drugi, żeby zahamować walnął lekko ściane.
-Panie przodem.- zaczęli się śmiać. Byli pijani.
-Debile. - Skomentowałam tak, aby tylko ona to usłyszała. Dopiero w sklepie było czuć ich odór. Waliło wódą tak, że nie szło wytrzymać. Szybko zaopatrzyłyśmy się we wszystko wyszłyśmy żeby nie zemdleć od braku tlenu..
-Głupi dilerzy. Pewnie kupowali najtansze papierosy. - Jej słowa mnie zgięły. To zabrzmiało jak.. tekst zdyscyplinowanego kujonka.
-Dilera to oni na oczy nie widzieli. Ja moge nim być, ale nie oni.- Zaczęłam się śmiać, a ona chyba nie zrozumiała aluzji, bo powiedziała "noo" ;]
Zasnąć i się nie obudzić, czyż nie dobry pomysł? SEPUKU. W moim pokoju wreszcie czysto. Troche ubrań na krzesełkach, ale jeszcze nad tym popracuję.
Świt żywych trupów to najlepszy thliler/horror jaki oglądałam w tym roku. Pomysł, realizacja, efekty, głosy, brak fabuły, ciąg akcji, dobry koniec - nic tego nie pobije. Fakt, że film w premiere miał taką skąpą publikę. Kupię go na DVD ;]
Trochę długie, więc kończę, bo się naczytacie i jeszcze pseudokomentarze będą zbyt długie ;] Czekam na normalność i optymizm.
P.S- Z moim stanem zdrowia wszystko wporządku, całuje- babcia.
Chciałabym napisać coś sensownego, ale chyba doznałam blokady umysłu. Nic mi nie przychodzi do głowy. Narkotyczny stan melancholii.
Może popadam w depresje?
Może przestałam kochać życie?
Może szukam szczęścia w nieszczęściu?
Cicho. To nie ma być smętny blog, tylko radosny jak u skowronków na lato
ćwir, ćwir.
Już mi lepiej, jesli mozna to tak nazwać.
Wróciłam z Łomnicy. Jak miło poczuć coś, co nie jest nam znane. Dotyk małego dziecka, z takim uczuciem próbujący odnaleść choćby promyczek miłości..którego we mnie nie ma. Oby nigdy nie zaiskrzył sie w tym chorym, porąbanym umyśle, bo jeszcze rozwale czyjeś życie. To jest to, co tygryski lubią najbardziej. Żywić nadzieję do rzeczy niematerialnej jaką jest miłość. NIEISTOOOOTNE. Dajcie mi spokój. Won z mojego życia!
ćwir, ćwir.
Kolejne dziecko dostało się na tą korupcyjną planetę. Takie malutkie, słodkie. Nieświadome czynów, które wyrządzi swojej matce jak dorośnie. Wsypie sól do radia, udusi chomika, zje coś złego, a jego rodzicielka pełna troski będzie spoglądała w te oczy wołające o pomoc w drodze do szpitala, a dupek na intentywnej terapii powie, że jest zajęty.
Co to jest?
Świat?
Zabierzcie mnie stąd.
Co ja tu robie?
Zapal to cholerne światło.
ćwir, ćwir, ćwir.
Przyjaciel- rzecz nabyta, łatwo ją stracić, choć trzeba przyznać, że ze zdobyciem mogą być nieco większe trudności. Co za cioł wymyślił taką niedopracowaną polityke? Trzeba go było zabić jeszcze przed urodzeniem :D
No, ale do rzeczy czas najwyższy przejść. Pierwszy tydzień ferii został odbębniony w domu przed komputerem i czasami z Agatką, która bawiła się chyba tak dobrze, jak ja :D, ale kolejny już był w Warszawie. Mieszkałam na poddaszu 3 piętrowego domu. Przestronna szafa myliła się na początku z kuchnią, ale to przez pierwsze chwile pobytu. Wszystko było wysprzątane i praktycznie nowe, pomieszczenia przestronne i dobrze zorganizowane. Podobnie, jak pobyt w Wawie. Wyjeżdzaliśmy rano a wracaliśmy póznymi wieczorami. Tam jest pięknie, a ten klimat! Chcem tam wrócić jak naszybciej się tylko da. Niestety, całe Walentynki spędziłam w aucie bawiąc sie komórką i kończąc wątek (dennej- wykreślić w razie potrzeby) lektury, ale i tak jestem szczęsliwa..
P.S- uciekł mi legwan. Ciekawe, czy go znajde (w pełni sił życiowych:>)
Tymże pięknym skrótem kończę ową notkę. Nie przewiduję następnej jeszcze w Lutym.

Po dzisiejszej rozmowie z Nati stwierdzam, iż moje słownictwo na żywo jest bardzo ubogie we wszelakie trudniejsze słowa. Żeby zacinać się jak płytka, po której ktoś jeździł szpilką jest żenujące prawie tak samo, jak moja średnia oraz oceny na półrocze. Może odrazu przepisze się do szkoły dla dzieci specjalnej troski? Ale jednak naprawde rozmowy z nati są przydatne. Lepiej mi na duszy, ze jest osoba, której moge cokolwiek powiedziec ;]
W szkole średnia tak niska, że szkoda wogóle o niej wspominać, bo łza sie w oku kreci:D 700 stron do przeczytania a ja nawet żadnej ksiązki nie otworzyłam, ale trzeba się za nie wziąść, bo sie cofam w rozwoju :>
Mam mieszane uczucia co do ludzi. Nigdy nie chciałam nikogo skrzywdzic nieprzemyślanymi słowami, ale czasami to nie wychodzi i ludzie myślą sobie o mnie różne rzeczy. Trzeba też przyznać, ze nie tylko uczucia są mieszane, ale w niektórych przypadkach też i ludzie mają odmienne charaktery niż mój, co prowadzi do częstych sporów i kłótni, lecz zazwyczaj są one łagodne i niezbyt groźne dla otoczenia... :P
Duża zmiana w szacie graficznej bloga. Mrok, krew, wampiry i anime górą poraz kolejny na moim blogu. Zdania są podzielone co do postaci widocznej na górze, ale mi się podoba i to się chyba liczy najbardziej.
Pisanie notki raz na miesiąc chyba weszło mi w nawyk. Trzeba to sobie wybić z głowy :P
Niedługo Walentynki. Ciekawe, co wampirzyca prowadząca samotny tryb życia będzie porabiała w tak przygnębiający dzień? Znając jej znakomite pomysły, będzie rutynowo molestowała klawiature palcami;].
Ferie, Boże Narodzenie, Nowy Rok. Wszystko opatentowane, łącznie z udawaniem frajdy którą sprawiły mi prezenty.
Nie wiem czemu (?), ale nie lubie świąt. Wszyscy mają być szczęsliwi. Czy to jest radość? Pewnie nie, a moze poprostu głupiutka ilonka wszystko wyolbrzymia?:>
Już Środa. Szkoła zaczęła się 2 dni temu. Nic się nie zmienia. Nawet czarno-biała i nudna dzieciarnia wyląda tak samo jak 2 tygodnie temu. Nawet nauczycielki wciąz mają nadzieję, ze z lekcji wynosimy wiedzę a nie brechty. Naiwne stworzenie, nieco wyzszej inteligencji ;] Choćbym nie wiem jak się poniżyła, nie będę szukała ich gronie miejsca...
Pisałam jakis test. mam nadzieje, ze wypadne dobrze:>
Szkoła, komputer, dom, odkurzacz i w jak najmniejszej ilości sen- skrót mojego codziennego dnia który można porównać ze spisem codziennych zajęć gospodyni w jakiejś wielkiej chałupie na przedmieściach Hollywood. To wszystko jest męczące a szczególnie moje miasto w którym nic się nie dzieje, trudno tu kogokolwiek nie znać-przynajmniej z widzenia- a najbardziej wkurzające są szpanerskie dresy którzy jezdzą swoimi "wypasionymi furami", choć według mnie to auta z wymontowanymi tłumikami- a to wszystko dla popisu.. :/ Ręce mi opadają jak o tym myśle:D
Moja nauczycielka od Polskiego mówi że pisze bardzo ładne i ciekawe opowiadania tylko staram się dodawać tam nowoczesne wyrazy... Skoro praca była o przyszłych pokoleniach, statkach UFO i wyrazami zaczynającymi się na CYBER to jak nie miała byc nowoczesna ? :P Chociaż może ona ma racje, np. dzisiaj dostałam 5 pt. za opisanie historii Chrystusa na sprawdzianie ;p popisałam sie znajomością religi ponieważ myslalam ze dostane 2-je albo lifta a tu 4- :D ha..
Na koniec dodam że w mojej szkole powiedziano nauczycielom zeby poinformowali zagrożonych o ich stanie a mnie nikt nie wymienił! :D zacieszam sie jak cholera :P
Nie śpij
Gwiazdy czekają
Czas otworzyć
Ciche serce
Codziennie rano
Zapominam co śniłem
Zapominam drogę
W słońcu ginę
Nie lubię miłości
Ona włada snami
Jedyną mą ucieczkę
W dzień zamienia ...